spadochron

Wirtualne adopcje

Nie mógł uwierzyć w to co, się stało. Był tak zaskoczony, że długo spoglądał za oddalającą się sylwetką. Nawet gdy widział już tylko drzewa, nie mógł oderwać wzroku od miejsca, gdzie zniknęła. Jak to możliwe, pytał sam siebie. Nie wiedział czy to liście, czy jego myśli tworzą w głowie dziwny szum. Powiedziała, że poznała innego, a on jest jeszcze młody, na pewno da sobie radę. W myślach powtarzał ostatnie słowa, które wypowiedziała, zanim odeszła: to tylko pies.

Pamiętasz? Widziałeś go w lesie, powiedziałeś wtedy, że to dziki pies. Znam dzikie psy, nazywają się Dingo i mieszkają w Australii. Bądźmy precyzyjni. Pies w lesie to porzucony pies. PP albo Pan Pies. Nie chce mieszkać w lesie, podobnie jak Ty nie chcesz mieszkać w dżungli i być wychowywany przez małpy, choć może z zazdrością oglądałeś wyczyny Tarzana. 

Pan Pies w lesie nie ma co jeść, wiewiórki są zbyt zwinne, aby je złapać, poza tym Pan Pies nie umie chodzić po drzewach. Zające zbyt szybkie, a jeże kłują w łapy. Czasami udaje się złapać kurę z sąsiedztwa. Tylko wtedy ludzie robią obławy. Lisy w panice przenoszą w pyskach lisiątka w bezpieczne miejsca, chowając się przed ludźmi i ich dymiącymi kijami. 

Panem Psem zajmuje się fundacja, wszystko byłoby pięknie, gdyby to była bajka, a każda fundacja umiała stosować czarodziejskie zaklęcia. W cudowny sposób powiększałyby się pomieszczenia, a na koncie wyskakiwałoby kilka dodatkowych zer. Oczywiście z tyłu.

W życiu stan konta fundacji spada poniżej zera absolutnego, nie jest to wykład z fizyki tylko goła rzeczywistość, tak goła, że aż oczy bolą od patrzenia. Obok Pana Psa jest jeszcze Kokieteryjna Kicia. KK jak koci katar. Podrzuca dzieci sąsiadowi w stodole, ale lekarza boli serce, gdy ma uśpić kocięta. Fundacja zabiera ślepy miot. Mnie boli serce, gdy patrzę w oczy głodnych zwierząt, gdy oglądam zdjęcia, na których z miską w pysku proszą o pięć złotych na karmę. 

Wirtualne adopcje – bezpieczne lądowanie!

Szanowny Czytelniku, na pewno zastanawiasz się, dlaczego pisze o psach w lesie, kotach na ogródkach działkowych, świnkach morskich w kartonowych pudelkach podrzucanych sąsiadom pod drzwi?

I co to jest bezpieczne lądowanie?

Jeżeli zaglądasz na stronę „Tango z koniem” zakładam, że jesteś miłośnikiem zwierząt, jak ja. Napisałam powieść, aby pieniądze uzyskane ze sprzedaży przeznaczyć na potrzeby bezdomnych zwierząt objętych opieką przez fundacje. Przede wszystkim w małych miejscowościach: Grey Animals w Byczynie, Przygarnij nas w Sokółce, Spalskie Bezdomniaki w Spale.

Wyrzucony, bezdomny pies nie wie co go spotka; wirtualne adopcje – jak spadochron – pozwalają mu bezpiecznie wylądować w nowym domu.

Dzięki wirtualnym adopcjom fundacja, która przejmuje opiekę nad zwierzęciem ma zapewnione środki co miesiąc. Może przewidzieć wydatki na karmę, żwirek, kastracje, leczenie. Niektóre zwierzęta wystraszone nową sytuacją, wycofane, potrzebują pobytu w szczególnych warunkach, w hotelikach, a co za tym idzie zwiększają się opłaty. Wirtualne adopcje pomagają bezpiecznie poczekać na nowe domy.

Kasia Godefroy – Kasia z rancho – nauczyła się płynąć pod prąd. Przez trzynaście lat pracowała w hurtowni farmaceutycznej. Wyjechała jako opiekunka do dzieci w St. Nom La Breteche, nauczyła się języka francuskiego i zapałała chęcią zmiany życia. Kocha Paryż – miasto mody i beretów, czemu dała wyraz w powieści „Tango z koniem”. Fascynują ją królowie Francji, zna na ich temat mnóstwo anegdotek. Groom z pasją do kaligrafii, pracowała jako instruktor jeździectwa w klubie sportowym w Normandii; doprowadziła grupę młodych woltyżerek do Mistrzostw Francji. Obecnie prowadzi pensjonat dla koni. Podziwia: przyrodę, malarstwo Ingresa, muzykę Mozarta. Marzy o wyjeździe do Wiednia na Koncert Noworoczny, przy okazji chętnie odwiedzi Wiedeńską Szkolę Jazdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.